Czy kiedykolwiek udało się coś w ten sposób zdziałać?

Wyobraź sobie, że ktoś na Ciebie krzyczy. Zrobiłeś/Zrobiłaś coś nie tak, popełniłaś błąd. Płaczesz, wściekasz się. A ta osoba cały czas krzyczy. Uda jej się Ciebie do czegoś przekonać? Nie sądzę. Dlaczego zatem krzyczymy na dzieci? Co w ten sposób chcemy uzyskać? I czy naprawdę wierzymy, że w ten sposób je wychowamy? „Mamo, nie krzycz” to ciekawa książka dla rodziców, autorstwa Jeannine Mik i Sandry Teml-Jetter. Publikacja ta, od wydawnictwa MUZA, ma pokazać nam, w jaki sposób nie ulegać złości w relacjach z dzieckiem. Od razu chciałam za nią sięgnąć.

Kto ma problem?

Zacznijmy od tego, co pomaga sobie uświadomić ta książka – krzyk jest formą wyładowania emocji rodzica. Autorki proponują nam zatem, by się na chwilę zatrzymać i zastanowić nad tym, co jest źródłem naszej frustracji. Niepozmywane naczynia, problemy w pracy, trudne relacje z partnerem? Do zaznaczenia jest cała lista tych mniejszych i większych spraw, które sprawiają, że narasta nas złość, a potem wyładowujemy ją na małym człowieku. Trzeba zacząć od siebie i swoich problemów, zanim zaczniemy wychowywać dziecko. W książce mamy opisane także metody pomagające nam zyskać większą samoświadomość i opanować swoje emocje, np. zamiast chwytać dziecko – złap poduszkę, zamiast krzyczeć na dziecko – krzyknij do ściany, nie wypadaj z pokoju – zrób tylko krok w tył. Oczywiście nie wszystko musi się od razu udać, trzeba to robić krok po kroku.

„W dziecko tkwi coś, co musi się wydostać, żeby ponownie wszystko było w porządku”.

Jak reagować na agresję?

Rozwój małego dziecka jest bardzo intensywny. Nie powinniśmy się dziwić, że często od nadmiaru emocji, nie jest w stanie sobie samo poradzić. Najlepszą metodą na agresywne zachowania dzieci, jest według autorek, po prostu zrozumienie. Kto z nas nie przeżył chwili grozy, gdy dziecko leżało na podłodze, szlochało, kopało i krzyczało? W takim momencie, dziecko czuje, że znajduje się w opresji i radzi sobie w taki sposób, jak umie. Nie robi tego złośliwie, dla zabawy czy po to, by nas zawstydzić. Sięga po takie środki, jakie ma do dyspozycji. Jak reagować? Tutaj autorki odwołują się do niezastąpionego Jaspera Juula, który opisywał trzy strategie. Gdy mówimy na przykład, że dziecko nas zasmuca, to przenosimy na nie odpowiedzialność, a więc obniżamy jego poczucie wartości. Gdy z kolei wyznaczamy granice i mówimy, że nie chcemy takiego zachowania – dziecko wprawdzie uczy się granic, ale granic rodzica, nie uczy się niczego o sobie. Najlepszym proponowanym rozwiązaniem jest po prostu bycie z dzieckiem i pomoc w nazwaniu emocji, np. „jesteś smutny, zdenerwowany”. Według specjalistów, dziecko nauczy się wszystkiego, gdy będziemy mu towarzyszyć ze wsparciem i miłością. Tylko tyle i aż tyle.