Honor. Ideały. Łatwo być ludzkim w ludzkich warunkach. W sytuacji ekstremalnej nie jest już tak łatwo.

Zwłaszcza, gdy mieszka się w Polsce i ląduje na Sachalinie.

„Kwestia ceny” Zygmunta Miłoszewskiego, wydana przez W.A.B., to kontynuacja przygód intrygującej Zofii Lorenc – niepokornej historyczki sztuki. To powieść wielowątkowa, w którą wpada się niczym w bezkres oceanu. Przygód będzie tutaj co nie miara, więc trzymajcie się mocno, by nie wypaść za burtę!

Tożsamość i nicość

Sztorm, poczucie zbliżającej się śmierci. Jej nieuchronność. Statek widmo, który nie może zawinąć do portu. Niesamowite emocje i bardzo realistyczne opisy starcia z żywiołem. Zygmunt Miłoszewski sam odbył rejsy, by poczuć na własnej skórze, jak to jest zmagać się z naturą. Odwiedził nawet mój ukochany Szczecin, więc tym bardziej jego najnowsza powieść jest mi bliska. Już od początku wciąga nas w morskie wiry i nie daje ani chwili wytchnienia. Ale trzeba walczyć nie tylko z żywiołem, również z samym sobą. Gdzie jest Polska? Czym jest Polska? Chociaż nie ma jej na mapie, trudno zetrzeć ślady przynależności narodowej. To trudny, skomplikowany kraj – pod płaszczem historycznym znajdziemy przesłanie, które dzisiaj również jest jak najbardziej aktualne, więc wczytajcie się dokładnie.

„Polska nie chce, bym do niej wracał. Polski nie ma”.

Kobieta na końcu świata

Traci pracę w muzeum, ale pozwala sobie jeszcze na ostatni pstryczek w nos. W końcu, prawie we wszystkich dziełach sztuki można się dopatrywać obrazy uczuć czy światopoglądu. Problemy w pracy to jednak nie wszystko. Nie wiadomo, dlaczego, mąż Zofii, zaczyna tracić pamięć. Ich wspólne wspomnienia zacierają się tak, jakby ktoś wymazywał opowiadanie napisane kredą. Tożsamość męża zaczyna się rozmywać, i chociaż codziennie otwiera plik, by przypomnieć sobie, kim jest, udając przed nią, że pamięta, to już nie jest ten sam człowiek. Traci go każdego dnia. Początkowo nie chce przyjąć podejrzanej propozycji – ma uganiać się po najdalszych zakątkach Rosji w poszukiwaniu jakichś skarbów? Przecież jest naukowcem! W końcu jednak godzi się ruszyć na tę wyprawę i ląduje na końcu świata – na Sachalinie. Tutaj słychać już tylko groźne podmuchy wiatru. Można ławo wyobrazić sobie, że właśnie tak wygląda świat po apokalipsie i nikt nie przetrwał. A to dopiero początek przygody.

„Jaki jest najsilniejszy instynkt? Instynkt przetrwania. Nikt nie chce umierać. Chyba, że jest polskim patriotą”

Do rozmyślania

Dawno nie czytałam książki, która tak daje do myślenia. Jej wielowymiarowość to prawdziwy skarb w gąszczu powieści przygodowych, thrillerów i romansów, w których wszystko jest piękne, bo tak po prostu musi być. Autor zabiera nas w morską przygodę, każe wędrować po mroźnym Sachalinie i sprawia, że marzniemy na kość, ale przy tym zaczynamy się zastanawiać nad kwestią własnej tożsamości, nad światem i naturą, którą nieustannie niszczymy. Wreszcie, zastanawiamy się nad przyszłością i dobrze wiemy, że prognozy wcale nie są optymistyczne. Zdecydowanie jest to książka do przeczytania, przeżycia i przemyślenia.

„Opuszczenie Polski nigdy nie jest błędem”

Dodaj komentarz