Tkwi w nas pierwotny „zew plemienia”. Nieustannie walczymy o wolność i bardzo łatwo ją oddajemy.

Mario Vargas Llosa w swej najnowszej książce porusza jakże aktualny temat dotyczący naszej egzystencji.

Jak sam wskazuje, książka jest jego filozoficzną autobiografią. Czytelnik, wyruszając w tę intelektualną przygodę, ma do czynienia z przedstawieniem wielkich umysłów – filozofów, teoretyków, ekonomistów, a nawet… literatów, którzy zainspirowali Mario Vargasa Llosę. Poprzez ich doktryny i poglądy, możemy podążać za rozwojem filozoficznym peruwiańskiego pisarza. I jest to podróż bardzo głęboka, zmuszająca do refleksji w każdym zdaniu.

Llosa nie tylko dla rozrywki

W mojej biblioteczce Mario Vargas Llosa zajmuje szczególne miejsce. Na półce mam zarówno jego powieści, które mimo urzekającej formy i dopracowanego języka, są jednak lżejszą lekturą, jak i chociażby reportaż o konflikcie palestyńsko-izraelskim. Pewnego razu skusiłam się nawet na kalendarz inspirowany jego książką „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki”, do której mam ogromny sentyment. Ale Llosa był ze mną dużo wcześniej – jeszcze na studiach, gdy jego nazwisko usłyszałam po raz pierwszy. I całe szczęście. Tym razem trzymałam w dłoniach jego wielkie dzieło – historię myśli filozoficznej, dotyczącej rozwoju liberalizmu.

Wolność – temat numer jeden

Kiedy czytałam kolejne antyutopie, zastanawiałam się, skąd wzięło się moje niemalże obsesyjne (zwłaszcza w wykonaniu Zamiatina) zainteresowanie taką właśnie literaturą. Dzisiaj myślę, że może podświadomie chciałam się przygotować do życia w takich, a nie innych czasach. Widać wyraźnie, że obecnie wielu pisarzy porusza temat wolności i tego, co się dzieje w polityce – nie tylko w Europie, ale i na świecie. „Zew plemienia” chociaż sięga aż do źródeł rozwoju myśli, porusza tematy bardzo aktualne, jak chociażby „brexit”. To nostalgiczna i ostatecznie bardzo smutna podróż, bo wydaje się, że jako cywilizacja nieustannie kręcimy się w kółko. Mnie najbardziej interesuje temat wolności – było tak od zawsze. W oczach wielkich postaci, do których odwołuje się Llosa przybiera ona różne oblicza. Za każdym razem wydaje się, że trafili w sedno, choć każdy z nich (mimo tego samego nurtu – liberalizmu) analizuje ją zupełnie inaczej.

„(…) mimo represji i ryzyka, tętni i narasta umiłowanie wolności, które najwyraźniej wygasło u obywateli wolnych krajów”.

Chyba rzeczywiście tak jest. Nie doceniamy wolności, póki ją mamy. Dopiero, gdy nam się ją odbiera, zaczynamy się buntować. Bardzo trafnie zauważył to jeden z myślicieli, których przedstawia Llosa. Autorytaryzm zaczyna się od zabrania wolności gospodarczej, później zabiera się wszystkie inne.

Hayek wskazuje, że w każdym społeczeństwie wolność ma znaczenie jedynie dla garstki osób. Mimo to:

„Nie usprawiedliwia to z pewnością przypisywania sobie przez jakąkolwiek grupę ludzi prawa do określania tego, o czym ludzie powinni myśleć i w co wierzyć”.

Hayek pokazał również to, że jesteśmy skłonni oddać swoją wolność w zamian za ochronę państwa, na przykład przed terroryzmem. Jak wskazuje Llosa, wiele niebezpieczeństw przewidział już wcześniej.

Wielkie umysły… i nie tylko…

Największą fascynacją Llosa obdarza Isaiaha Berlina – pięknie mówi o jego sposobie pisania. Stosuje technikę narracyjną „fair play”, a więc niezwykle obiektywnie, nie oznacza to jednak wcale, że nie ma swojego zdania. Przybliżając sylwetki wielkich umysłów, Llosa pisze o ich najważniejszych dziełach i publikacjach, ale też nieco o życiu prywatnym, sporach, a nawet przytacza anegdoty. W tym wszystkim jest też słynny Sartre, którego dosięga ostrze krytyki. Llosa przytacza jego słowa, gdy odwiedzając ZSRR w czasach Gułagu i represji, powiedział, że panuje tam wolność.

Liberalizm – jedyny słuszny?

Poglądy Llosy są mi bliskie, choć, gdy tylko mogę, uciekam od polityki. Zawsze wydaje mi się po prostu „brudna”.

Współczesny liberalizm, który swoje źródło ma, według autora, w ideach Ortegi y Gasseta, to przede wszystkim postawa wobec życia i społeczeństwa – tolerancja, szacunek, miłość do kultury i wola do życia z innymi. Najwyższą wartość liberalizm upatruje w WOLNOŚCI.

Smutna jest diagnoza Poppera, który twierdzi, że demokracja nie przetrwa. Przerażające są wyniki przytaczanych badań, które mówią, że w Stanach Zjednoczonych dzieci oglądają telewizję przez średnio 40 godzin tygodniowo! Jesteśmy „społeczeństwem spektaklu”.

Czy możemy przetrwać, mimo iż żyje w nas „plemienny duch”? To właśnie w nim, wraz z fanatyzmem religijnym, upatruje się źródła wszelkiego nacjonalizmu. Stąd największe tragedie i rzezie, z którymi spotkaliśmy się w całej historii ludzkości.

„(…) jako że „religia stalinowska”, podobnie jak chrześcijańska, usprawiedliwia wszystkie ofiary, ekscesy i nadużycia w imię raju (…)”.

Od plemiennego zewu, zdaniem Llosy, uwalnia nas stopniowo demokracja i liberalizm, a więc racjonalizm. Ale, gdy do głosu dochodzą populiści, mamy do czynienia z poważnym krokiem w tył.

Adam Smith, Jose Ortega y Gasset, Friedrich August von Hayek, Sir Karl Popper, Raymond Aron, Sir Isaiah Berlin, Jean-Francois Revel I wreszcie – Mario Vargas Llosa – z tymi wybitnymi umysłami możesz się, czytelniku, spotkać w niezwykłej książce „Zew plemienia”. Publikacji jakże aktualnej od wydawnictwa ZNAK. Jakże ważnej. Koniecznie przeczytaj i pomyśl.

Dodaj komentarz