Chce pisać, pisać, pisać… nieszczęśliwie zakochana, niepasująca do rzeczywistości, udaje się do szpitala psychiatrycznego.

I czuje się tu całkiem nieźle.

Christine Lavant to kontrowersyjna i bardzo ciekawa postać. Borykała się z depresją, miała próbę samobójczą i pisała. Na własne życzenie pojawiła się w szpitalu psychiatrycznym, a jednak książki nie należy rozpatrywać wyłącznie w kontekście biograficznym. Polskie wydanie od wydawnictwa OSSOLINEUM opatrzone jest ciekawym posłowiem autorstwa Adama Lipszyca.

Kto tu jest szalony?

Młoda kobieta z własnej woli trafia do szpitala psychiatrycznego. Co takiego musiało się stać, że woli być w tak przerażającym miejscu niż na zewnątrz? Mało tego! Obawia się, że spędzi tutaj jedynie sześć tygodni, więc udaje, że jest… bardziej stuknięta…

Po nieudanej próbie samobójczej, lekarze starają się dociec, co się stało, że zdecydowała się na ten krok. Nie ma tutaj jednak dogłębnej terapii, ocieramy się raczej o absurdy. Personel podgląda kąpiące się kobiety, a ordynator pyta, czy kobiecie nie wstyd ważyć się na swoje życie, co pomyślą jej rodzice?! Nikt nie wczuwa się w sytuację pacjentów, chociaż być może to odniosłoby lepszy skutek niż zastrzyki i kaftan bezpieczeństwa, jak zauważa narratorka.

„Czego właściwie się spodziewałam? Że mnie uleczą, z czego? Czy naprawdę myślałam, że tyle a tyle arszeniku podawanego w określonych odstępach czasu nada mojemu życiu sens?”

Oryginalne towarzystwo

Pacjentka trafia na Oddział Drugi – mamy tutaj do czynienia z lżejszymi przypadkami, chociaż spotkanie z nimi nie należy do przyjemnych. Kto choć raz miał do czynienia z osobą psychicznie chorą albo wszedł chociaż na pięć minut na taki oddział, ten doskonale zna to uczucie. Wszystko wydaje się „dziwne”, „absurdalne”, oderwane od rzeczywistości, a jednak w umysłach tych osób ma to jakąś swoją logikę. Mamy na przykład kobietę, która chce odciąć bohaterce głowę, by pasowała do jej syna, są krzyki, jęki, śpiewanie piosenek i zachowania, które mrożą krew w żyłach.

„Naprawdę jesteśmy zdolni do wszystkiego, tylko nie do odrobiny prawdziwej miłości”.

Pytanie o tożsamość

Dlaczego więc, ona chce tu być? Oczywiście chodzi o nieszczęśliwą miłość i… urojenia? I chociaż jest to główna motywacja naszej bohaterki, to książka porusza o wiele ważniejszy temat – ludzkiej odmienności. Jak sama przyznaje, jest zbyt normalna na dom wariatów, ale zbyt nienormalna na funkcjonowanie w rzeczywistości na zewnątrz. I pomyśleć, że książka mogła nigdy nie trafić do rąk czytelnika – dzieje rękopisu były bardzo burzliwe. Autorka najpierw chciała tekst opublikować, potem zmieniła zdanie i nakazała go zwrócić. Nigdy to się jednak nie stało i dzisiaj możemy obcować z tym niezwykle oryginalnym dziełem.

„Może każde z tych słów jest dla mnie przekleństwem, ale muszę je pisać, taka moja dola”.

Dodaj komentarz