Duet doskonały? Przekonajmy się. Najlepiej z butelką wina u boku.

Gdy szara rzeczywistość zaczyna mnie przytłaczać, a powieki zamykają się same, z powodu nawału obowiązków, sięgam po Paulinę Świst. Dobrze wiem, że z nią będę się świetnie bawić. Żadnego zbędnego owijania w bawełnę, jej bohaterki wiedzą czego chcą, ich język jest cięty, wulgarny i dosadny. I właśnie czegoś takiego czasami potrzebuję. To jak pokój, w którym polonistka strzegąca kultury języka, może się wyszaleć. I to jak! Gdy zobaczyłam zapowiedź nowej książki, którą Paulina Świst napisała razem z Lilką Płonką – nie mogłam przejść obok obojętnie. Już nie mogłam się doczekać tego przyjemnego wieczoru.

„Gapiłam się na niego jak kulawa kapibara na anakondę”.

Nowe ciarki na plecach

Jeśli lubicie styl pisania Pauliny Świst, to czytając „Malę M.” nie będziecie zawiedzeni, ale trzeba zaznaczyć, że jest to zupełnie inna publikacja. Na początku trzeba trochę poczekać, aż akcja nabierze tempa, ale wkrótce będzie się działo całkiem sporo. Poznajemy nową bohaterkę – Malwinę, która niezbyt przepada za swoim imieniem. Dziewczyna ma na swoim koncie sporo nieudanych związków, doskonale wie, że zawsze wybiera drani, których później chce ratować. Taki schemat oczywiście musi skończyć się katastrofą. Wreszcie Mala M. spotyka „boga seksu” i już wie, że to ten Jedyny. Mimo że jest nim jedynie na chwilę. Przeżywa z nim wielką namiętność, o której czytelnik dowiaduje się z retrospekcji. Potem już nic nie może być normalnie.

„(…) że nagle poczułam, jak rozlatuję się na kawałki i pierwszy raz w życiu dochodzę tylko i wyłącznie od tak niewinnego dotyku”.

A może grzeczny chłopiec?

Bóg seksu znika. Relacja robi się skomplikowana. A może wcale jej nie ma? Tymczasem tuż obok wprowadza się przystojniak o szmaragdowych oczach, który ewidentnie jest Malą zainteresowany. Wkrótce ich drogi przecinają się coraz częściej, ale czy zdecyduje się mu ulec? Mężczyzna wydaje się idealny – gotuje, jest oczytany, szarmancki, kulturalny i niezwykle męski. Ale czy to wystarczy?

„Ramzes cię oleje, nie wygląda na miłego chłopaka z Greenpeace, którego kręciłyby wieloryby”.

To dopiero początek…

Akcja rozkręca się w niebezpiecznych kierunkach. Momentami będzie naprawdę ostro, więc nie będziecie mogli się oderwać i nagle nic nie będzie ważne. Pralka może się zepsuć, a woda zalać sąsiadów. Kwiaty mogą uschnąć na balkonie. Wiosna może w końcu nadejść, a Wy nie zauważycie. Mala M. całkowicie opanuje Wasze zmysły. Ale warto podać sobie ten książkowy narkotyk. Na to uzależnienie możecie sobie pozwolić. Polecam!

Dodaj komentarz