Francuska malarka polskiego pochodzenia. Kobieta intrygująca i niezależna. Muza artystów i kochanka Leopolda Staffa.

Mela Muter to postać, której historia jest warta poznania.

Muszę szczerze przyznać, że nie słyszałam wcześniej o Meli Muter. Ale coś mnie tknęło, by zainteresować się jej biografią. Dzięki uprzejmości serwisu nakanapie.pl, miałam tę przyjemność. A obcowanie z historią tej niezwykłej malarki było naprawdę cudownym doświadczeniem.

Piękne wydanie

Bez wątpienia to, co zwraca uwagę już od razu, to piękne wydanie. Biografia Meli Muter została opublikowana przez Wydawnictwo Fabula Fraza. Widać tutaj dbałość o każdy detal. Piękny zielony kolor i twarda oprawa kryją w sobie wiele cudowności. W środku mamy zielone rozdziały, urozmaicone obrazami i rysunkami malarki. Dawno już też nie trzymałam w dłoniach książki posiadającej własną zakładkę. Zanim zabrałam się za czytanie, obejrzałam książkę dokładnie i, jak chyba dla każdego książkoholika, było to dla mnie przyjemne doznanie.

Kobieta, którą warto odkryć

Mela Muter to artystka, o której dziełach pisali recenzenci w Polsce, we Francji i Hiszpanii – wszyscy jednogłośnie doceniali jej twórczość za pokazywanie prawdy.

„Doskonale wpisywała się w wizerunek niezrozumiałej dla otoczenia, nadwrażliwej artystki, która obowiązkowo demonstracyjnie okazuje bolesne stany duszy. Była sobą, ale jednocześnie wtedy i w tym środowisku wypadało kreować siebie”.

Jej życie było bardzo burzliwe – nie układało jej się z mężem, stosunki z synem były też dość skomplikowane, chociaż kochała go nad życie, o czym świadczy zachowana korespondencja. Jedną z jej wielkich miłości był także Leopold Staff. Jednak i to uczucie okazało się nietrwałe i niespełnione.

„Pokochała marzycielskie oczy Staffa, romantyzm na twarzy, w geście i wątłej postaci”.

Lekarstwem na ból duszy była dla niej zawsze praca. Każde jej dzieło jest odzwierciedleniem stanu jej duszy, malarka pokazuje siebie i snuje nostalgiczną opowieść, która czeka na odkrycie. Malowała też portrety innych artystów – zawsze szukała w nich prawdy, dlatego chętniej pozowali jej mężczyźni. Kobiety pokazywała takie, jakie były – czasami ze zmarszczkami, niedoskonałe, dlatego jedynie te najbardziej pewne siebie odważyły się jej pozować. W każdym takim portrecie możemy też odkryć cząstkę samej Meli Muter – pokazuje nam się kawałek po kawałku – pokazuje swoją „wewnętrzną gorączkę”.

Ach, ten Paryż!

„Paryż to wolność i fantazja” – to właśnie tutaj tworzyła Mela Muter. Początkowo wynajmowała różne pracownie. Wreszcie, po pięćdziesiątce, udało jej się kupić piękną willę. Nie cieszyła się jednak długo dobrymi warunkami – wkrótce wybuchła wojna i Mela na chwilę musiała opuścić Francję. Powróciła tu jednak, by dalej tworzyć.

Artystka zapomniana

Książka o Meli Muter to nie tylko zapis życia oryginalnej malarki, ale także bogata dawka historii, opis dramatycznych, trudnych, ale także niezwykle pięknych lat, gdy rozkwitała paryska sztuka. Czytając kolejne rozdziały, można się zacząć zastanawiać, jak to się stało, że artystka została zapomniana. Początkowo zaliczana do École de Paris, wymykała się jednak wszelkim konwencjom, mówiono o niej, że:

„Była pierwszą kobietą, która odważyła się usiąść w swoich fantazyjnych paryskich kapeluszach, z palcami pożółkłymi od terpentyny, ze wschodnim akcentem tak smutnym jak stara popękana porcelana, przy stole cyganerii artystycznej odbywającej towarzyskie spotkania w kawiarni Norat”.

Dodaj komentarz