Zapnijcie dobrze pasy. Rozwijamy sporą prędkość. Będzie kołowanie i turbulencje. I ktoś może ucierpieć. Nie będzie bezpiecznego lądowania.

Zaczynając lekturę „Kroku trzeciego” Bartosza Szczygielskiego myślałam, że to kolejny małżeński thriller, ale z jakże atrakcyjną wizualnie okładką. To jednak nie jest „kolejny”, ale zupełnie inny thriller. Dużo w nim niejasności, dzięki czemu do ostatniej strony czytelnik zastanawia się, jak to się zakończy. Napięcie rośnie wraz z każdym zdaniem, choć pozornie może się wydawać, że nic takiego się nie dzieje… A te wszystkie emocje serwuje nam wydawnictwo W.A.B.

Mocne poderwanie do lotu

Niektórzy pisarze są mistrzami pierwszego zdania. Tak jest na przykład u Stephena Kinga. Wystarczą pierwsze słowa, by czytelnik mógł od razu wejść w fabułę i utożsamić się z bohaterami, wtopić się w świat przedstawiony. Podobnie jest w „Kroku trzecim”. Początek jest nie tylko mocny, ale również bardzo szokujący. Magda, znajdując bieliznę kochanki swojego męża, postanawia ją… wyprać… Dziwne, niepokojące, niestandardowe… od razu zastanawiamy się, jak do tego doszło? Co tu się właściwie stało. Żeby jednak poderwać się do tego lotu, trzeba wrócić do startu i… kołowania!

Kołowanie i niesympatyczny bohater

Magda, o której już wspomniałam, to główna bohaterka opowieści. Nie jest bohaterem idealnym, czytelnik może mieć wrażenie, że jest nawet antybohaterem. Nieustannie narzeka na swoją wagę, zwłaszcza pochłaniając kolejne ciastka. Roztacza przed ludźmi aurę swojego „idealnego” życia, ale szybko można się domyślić, że to jedynie zasłona dymna. Ma poważne problemy z pamięcią, emocjami i postrzeganiem rzeczywistości, a jednocześnie sama jest psychoterapeutą. W jej życiu wiele się wydarzyło. Krążymy więc wokół naszej głównej pasażerki, ale nie jestem pewna czy każdy chciałby zająć obok niej miejsce w samolocie… Odwiedzamy z nią różne miejsca i staramy się wspólnie dociec, co się stało z jej mężem – Damianem.

Labirynt ludzkiego umysłu

Idealne małżeństwo – czy w ogóle istnieje taki związek? Zawsze są jakieś tajemnice i mroczne strony, których nie pokazujemy obcym. Magda także takie posiada. Jej mąż wydaje się mocno odbiegać od ideału. Nie wraca do domu już kolejny dzień, chociaż kobieta ma nadzieję, że wreszcie zobaczy go na miejscu z naręczem kwiatów… W jej głowie dużo się dzieje. Zwiedzamy te mroczne zakamarki, wdzieramy się w jej umysł i poprzez tę czytelniczą wiwisekcję wyciągamy kolejne wnioski. Narrator kieruje nas po nitce do kłębka. Wydaje się, że krążymy jak ta nieporadna Magda, że to labirynt, ale… Miałam wrażenie, że wcale po nim nie spaceruję, ale unoszę się razem z główną bohaterką. Nie czujemy kontaktu z podłożem, brak nam oparcia, ale nie jesteśmy na tyle wysoko, by dostrzec wyjście z labiryntu. Tymczasem wszystko mamy tuż przed oczami!

„Klucze znalazły się tuż pod nogami. Już wiedziała, do czego służą te dodatkowe. Będzie musiała pokonać swój lęk i zagłębić się w ciemność”.

Miękkie lądowanie czy katastrofa?

Nie chcę Wam zdradzać całej fabuły, by nie zepsuć frajdy czytania. Dajcie się porwać do lotu, ale nie liczcie na bezpieczne lądowanie, wszak mamy tutaj do czynienia z mroczną stroną człowieka. Książka porusza trudny temat przemocy, uzależnienia i toksycznych relacji. Pokazuje, jak relacje kat – ofiara mogą się zmieniać i to, że nie wszystko jest takie, jak może się wydawać na pierwszy rzut oka. Każdy czytelnik może mieć tutaj do czynienia z zupełnie innym lądowaniem. Ja nie żałuję tej ekscytującej podróży, choć bywało niewygodnie, czasami szybko, a czasami irytująco ze względu na zrzędzącą pasażerkę Magdę… Moje lądowanie nie było do końca katastrofą. Domyślałam się pewnych rzeczy, inne mnie zaskoczyły. Mogę zatem powiedzieć, że wyszłam cało z tego lotu, choć bohaterowie mocno się poturbowali, ale ślad w mojej pamięci po lekturze „Ostatniego kroku” pozostanie na zawsze.

„Nie obejrzała się już za siebie.
Zbyt długo tak robiła”.

Dodaj komentarz