Paulina Świst nokautuje czytelników nową, ekscytującą powieścią.

Z perfidną przyjemnością czytam prozę Pauliny Świst. Zanurzam się w świat ostrej gry i niepohamowanych namiętności. Czyż może być coś lepszego niż taka ucieczka? Zwłaszcza, gdy zapierdala się betą na pełnej petardzie? Niech Was nie zwiodą długie, delikatne nogi zdobiące okładkę najnowszej książki. „Fighter” to książka przyprawiona do granic możliwości, która znokautuje Was od pierwszego rozdziału.

„- Jak się czujesz?
– Chujowo, ale stabilnie. – O dziwo nie skłamałam”.

Rękawice w dłoń

Tęsknię za czasami, gdy mogłam bezkarnie napierdalać w worek i wyrzucać z siebie całą złość. Intensywny boks, a potem kwiat lotosu na jodze i całkowicie odprężająca sauna – tak niegdyś wyglądały moje niedziele. Z „Fighterem” z nostalgią powróciłam do tych chwil. Odkurzyłam rękawice i owijki. Jestem gotowa na kolejne starcie. Tym razem kibicowałam niezłomnej Kseni – inteligentnej, zabawnej pisarce, która bardzo szybko potrafi wplątać się w niezłe tarapaty. I gdy robi się już naprawdę gorąco – ktoś grozi jej na poważnie, jej pogmatwane życie znajduje się w niebezpieczeństwie – pojawia się on – Cwibel – we własnej osobie. Były zawodnik MMA, który ma zająć się jej ochroną. A ona musi bardzo uważać, by nie zgubić swoich kusych, koronkowych majtek. Ta wybuchowa para gwarantuje znakomite przygody literackie.

„A miałem ochotę powiedzieć ich wiele: że jest absolutnie w moim typie i że totalnie odjebało mi na jej punkcie, mimo że znam ją raptem czterdzieści osiem godzin”.

Rzucanie na łopatki

Czy można zakochać się w twardzielu, który mógł mieć każdą? Czy wystarczy inteligencji i hartu ducha, by iść z nim w parze? A czy taki twardziel poradzi sobie ze swoimi uczuciami? Okazuje się, że tych dwoje całkiem dużo łączy. I chociaż na początku trochę się przed tym bronią, to oczywiście lądują w łóżku. Dość szybko i dość ostro. I co ja Wam mogę jeszcze powiedzieć – kocham prozę Pauliny Świst. Ma wyjątkowe pióro, jej zdania rozpoznawalne są na pierwszy rzut oka. Świetnie się bawiłam z „Fighterem”, nie miałam nic przeciwko temu, by rozłożył mnie na łopatki i jeszcze delikatnie poddusił. O tak. Bardzo tak lubię. Podobało mi się. I mam niedosyt. Czekam na więcej!

„Najwyraźniej wszystko mi się, kurwa, w niej podobało, a to najgorszy scenariusz z możliwych. Już wiedziałem, że nie mam na nią żadnej broni. Mogłem tylko sprawić, żeby chciała się nadal ze mną spotykać, bo z pewnością nie musiała tego robić z innych pobudek niż czysta sympatia. Kiedyś wystraszyłoby mnie to na zabój. Od razu zamieniłbym ją na jakąś tępą dzidę i cieszył się, że to ja rozdaję karty”.

Dodaj komentarz